Shop Mobile More Submit  Join Login
About Literature / Student (te)Renia21/Female/Poland Recent Activity
Deviant for 4 Years
Needs Core Membership
Statistics 169 Deviations 2,058 Comments 8,188 Pageviews
×

Newest Deviations

Random Favourites

Watchers

Groups

Activity


Prusy nie był kolekcjonerem. Nie zbierał żadnych rzeczy, bo wiedział, że czas nie jest dla nich łaskawy. Drewno próchnieje, atrament blaknie, a kwiaty więdną. Ale miał swój jeden, malutki, pamiątkowy sekrecik. Pielęgnowany przez lata, zadbany i wypucowany od najmniejszej śrubeczki po wieczko. Tym małym artefaktem  przeszłości była pozytywka.
Prusy nie był równie uzdolniony muzycznie co jego kuzyn, Austria. Za każdym razem gdy zaczynał śpiewać ptaki uciekały, a Niemcy nagle musiał wyjechać na delegację do Włoch. Dlatego właśnie ta pozytywka była niezwykła. O jej niezwykłości stanowiła również melodia, która rozbrzmiewała po otwarciu wieczka. Gilbert od zawsze kojarzony był ze wszystkim co mocne, głośne i pełne energii – z ciężkim rockiem lub z pijacką pieśnią ale nie z rzewnymi tonami pianina.
Kiedy Ludwig po raz pierwszy usłyszał tę melodię przesączającą się przez drzwi pokoju brata zdziwił się na tyle, że zwolnił kroku. Później jednak zrozumiał, iż pozytywka którą albinos trzyma w tajemnicy to nic innego jak symbol rozpaczy i ciche, melodyjne powracanie w przeszłość.
I o dziwo nie chodziło tu ani o Krzyżackie podboje, ani o zdobycze Prus a wspomnienia o kobiecie, dla której ten utwór został napisany. Ową kobietą była jedyna miłość Gilberta - Węgry.
Prusy siedział w swoim pokoju i przesuwał opuszkami palców po porcelanowym obrazie ukochanej zdobiącym wnętrze wieczka. Elżbieta była tam równie piękna jak w jego pamięci.
Choć nie znosił tej austriackiej melodii to nie mógł odmówić Rodrichowi, że te nuty wręcz idealnie pasują do ukochanej.
Gilbert podniósł drewniane puzderko pozytywki; pięknie rzeźbiona szkatułka idealnie mieściła się w jego dłoni. Drewno pachniało niczym świerkowy las. Gilbert delektował się słodkim zapachem śliwek i konwalii który mimo upływających lat nadal był wyczuwalny.
Pozytywka była gdzieniegdzie popękana i zadarta i już na pierwszy rzut oka było widać, że ma już wiele lat. Mimo tego cenił ją sobie jako największy skarb.

W czasach swojej chwały, kiedy wiek dziecięcy miał tuż za swoimi plecami, był Elżbiecie najbliższą osobą i miał nadzieję nigdy tego tytułu nie utracić. Ich przyjaźń była nie do zniszczenia. Śmiali się przy sobie i zachowywali się tak beztrosko, że ściągali na siebie nieprzychylne spojrzenia i komentarze ze strony dworek i dworzan.
Damie w sukni i z ciasno związanym gorsetem nie wypadało przecież wspinać się na drzewa, pluć na odległość i bekać w zwodach. Ale Węgry nie była zwykła kobietą karmiącą się marzeniami o rycerzu w lśniącej zbroi, który pewnego dnia miał zjawić się u bram na jej ratunek. Nie potrzebowała kogoś takiego. Sama chciała decydować o swoim losie i chyba właśnie za to Gilbert tak mocno ją pokochał.
Kiedy tak siedzieli na tarasie jej pałacu brudząc sobie dłonie ptysiami i śmiejąc się z niestosownych żartów ,Rodrich przyjechał do posiadłości.
Gilbert jakoś nigdy nie przepadał za kuzynem; nie lubił jego wyniosłej miny i tej życiowej nieporadności. Nie widział w nim równego sobie żołnierza, lecz zniewieściałe hrabiątko. Dlatego kiedy go poczuł ujrzał narastającą irytacje.
To uczucie rozlewało się po jego ciele przeradzając się w coś mroczniejszego kiedy dostrzegł jak jego ukochana najpierw szybciutko wytarła policzki i dłonie w haftowaną chusteczkę, a później rumieniąc się dygnęła i powitała Austrię.
On, celowo ignorując Gilberta rozłożonego na całym fotelu, zaczął komplementować jej suknie, piękny uśmiech i tak przymilając się do niej oraz doprowadzając Prusy do mdłości padł na kolana.
To znaczy przyklęknął z gracją motyla na jedno kolano, uprzednio rozkładając na ziemi koronkowa chustkę, by nie przybrudzić swoich jedwabnych pończoszek.
Kiedy tylko Gilbert to zobaczył poderwał się, wyprostował i pochylił lekko na przód, spinając cały grzbiet. Uniesiona lekko górna warga obnażyła zęby, a palce zgrabione jak szpony były oznaką gotowości do rzucenia się na kuzyna. Chęć przegryzienia mu gardła była nad wyraz mocna. Węgry jakby nie zobaczyła wściekłości przyjaciela. Wsparła dłoń na stoliczku i nagle zdawała się stracić cała swoją siłę. Jak gdyby zamieniła się w delikatną panienkę. Wachlowała się zdjętymi rękawiczkami i spoglądała na spod długich rzęs rzucających cienie na rumiane policzki. Ku zadowoleniu Gilberta i rozczarowaniu Elżbiety Rodrich nie wyjął pierścionka zaręczynowego.
W jego dłoni owinięta jedwabną wstążeczka była pozytywka. Z ciemnego drewna. Pokryta złotą farbą w kwieciste wzory, wręcz raziła w oczy swoją elegancją.
Prusy westchnął z ulgą, a Węgry z delikatnym uśmieszkiem, nie chcąc pokazać swojego rozczarowania, wzięła puzderko w dłonie. I otworzyła je by zachłysnąć się powietrzem; kiedy otworzona pozytywka zaczęła grac. Purpurowa wstążka, którą był przewiązany prezent, jeszcze nie spadła na ziemie, kiedy Węgry łkała cicho w ramionach Austrii powtarzając cicho słowa miłości.
W środku jednak był pierścionek.

Później historia, jak bezpański kot, chodziła różnymi ścieżkami. Ale wiadomo - świat kołem się toczy. Już w okresie narzeczeństwa różnie to między gołąbeczkami bywało. Pierwszy raz zapłakana Elżbieta przyjechała do Malborka dwa miesiące po ślubie.
Gilbert o nic nie pytał. Nie musiał.
Twarz kobiety była spuchnięta od płaczu, oczy czerwone jak jego, a stan sukni świadczył o tym, że przeprawiała się na skróty przez chaszcze i zarośla.
Mężczyzna objął jej zziębnięte ciało i zaprowadził do swojego pokoju. Przeklinał kuzyna, w myślach nazywał go idiotą. Jak mógł nie docenić takiego skarbu, jakim jest Elżbieta? Jak można zdradzić kogoś takiego? I to jeszcze w chwile po ślubie? Gilbert tego nie rozumiał.
Głaskał ją długo i delikatnie. Cichutko mówił do niej po węgiersku, obejmował jak największy skarb. I wtedy coś drgnęło w kobiecie. Jakby dopiero teraz, po tych kilkuset latach zdała sobie sprawę, że jej ukochany był tak naprawdę przy niej od zawsze. Lekkie i ciepłe muśniecie ust zapoczątkowało wybuch namiętności i ogień, który mógłby pochłonąć cały świat.
W nieszczęściu Austrio – Węgier dostrzegł swoje malutkie szczęście.
Kiedy tej nocy kochali się po raz pierwszy byli niepewni jak małe dzieci. Poznawali siebie na nowo i głaskali. Zachwycali się słodkimi pocałunkami kradzionymi sobie nawzajem w bladym świetle pełni. A pozytywka rzucona w kąt otworzyła się i cicho przygrywała ich czułościom.
Jak bardzo by Prusy nie chciał końca tej nocy tak mocno nie mógł przegonić nowego dnia. Powrotu do dawnych siebie. Nim zabrzmiały dzwony, nim słońce wzniosło się ponad czerwone cegły malborskiej twierdzy Austria stał pod drzwiami. Żałość biła z jego twarzy, żal przygasił oczy, a wielki bukiet magnolii sprawił ze Elżbieta przebaczyła mu.
To nie była pierwsza taka noc. Było ich o wiele więcej. Za dużo jak dla Elżbiety za dużo jak dla kogokolwiek, ale mimo tych wszystkich zdrad Prusy się cieszył. Te wszystkie podłe występki kuzyna pchały ukochaną w jego sile ramiona. Jednak pewnej nocy, Eliza znów przyszła zapłakana. łzy wielkie jak groch i czerwone usta szpeciły jej twarz. Tej jednej nocy Prusy bardziej niż czegokolwiek pragnął śmierci Austrii. Pragnął jego porażki. I to marzenie, tak nierealne i mroczne kwitło w nim i gasło na zmianę. Tak samo jak na zmianę Rodrich był ciepłym i życzliwym mężem albo zdradziecką świnią.

Gilbert wiele lat po ślubie ukochanej przyjechał pod jej pałac. Zobaczył wtedy parę kłócąca się na tarasie. Jedynymi świadkami tych gorzkich słów i żalów przelewanych między małżeństwem był księżyc, Gilbert i pozytywka. Milcząca pozytywka roztrzaskana na pałacowym bruku.
Niestety cesarstwa nie mogły rozpaść się przez pierwiastek ludzki tkwiący w głębi duszy personifikacji.
Ale świat toczył się swoim rytmem. Był pełen miłości, która nie mogła dosięgnąć pruskiego serca. Gilbert coraz częściej patrzył na kuzyna nienawistnym wzrokiem, co raz bardziej pragnął Elżbiety tylko dla siebie. Może dlatego tak bardzo ucieszyła go II Wojna Światowa i aneksja Austrii. Sam go aresztował, mimo iż nie było to potrzebne.
Wrzucił go do najczarniejszego lochu pełnego szczurów i karaluchów i napawał się jego piskami przerażenia. Śmiał się w głos mówiąc, że to Eliza była mężczyzną w tym związku. I wtedy Gilbert usłyszał coś, co zabolało bardziej niż wszystkie przegrane.
„Mnie przynajmniej kocha.”
Prusy wyszedł z lochu i nie chciał już tam wracać. Jego serce pokryte licznymi szwami rozpadło się i zaczęło krwawic. Zmuszony był przyznać Austrii rację.
Mimo wielu namiętnych nocy, mimo tylu radosnych śmiechów wśród obłoków i gwiazd on nigdy nie usłyszał nic, co można by nazwać wyznaniem miłosnym. Nie był nikim ponad przyjaciela. I nawet jeśli od setek lat był jej wiernym powiernikiem i nawet, jeśli to on był tym przy kim Węgry była sobą to nie był jej ukochanym. Był tylko przyjacielem.
I niekiedy zdawać by się mogło że Eliza tą przyjaźń wykorzystuje. Dzięki jednemu uśmiechowi tej kobiety Austria miał wygodną celę i spełniano każde jego życzenie, a niedługo później zamieszkał w Berlinie razem z Prusami i Rzeszą.
Wtedy odwiedziła ich Węgry. Przepraszając gospodarzy poprosiła o chwilę sam na sam z byłym mężem. Mimo pouczeń brata Gilbert nie mógł się powstrzymać. Wciskając się w szparę w drzwiach obserwował scenę, której przygrywała połatana pozytywka.
Delikatne i czułe uśmiechy, oczy zwrócone na siebie i szkatułka między nimi. Patrząc na Węgry i Austrię można było określić ich tylko i wyłącznie mianem zakochanych. Pozytywka posklejana z wielu fragmentów znów została pomalowana złotą farbą a na wnętrzu pokrywki doklejono nowy fragment, śliczna Eliza z porcelanowego owalu patrzyła prosto w czerwone, zapłakane oczy stojącego w drzwiach Gilberta.
Austria lubił pamiątki, a ta pozytywka... pomijając jej wyjątkowe piękno i zdjęcie anioła, jakie w sobie skrywała, była dowodem na oddanie Węgier. Prusy bardzo pragnął takiego dowodu dla siebie. Bardziej niż czegokolwiek pragnął czuć zapach perfum Elżbiety w swoim łóżku i znajdować ślad jej szminki na swoim kołnierzyku. Ale widząc długie palce kuzyna zaciskające się mocno na puzderku poczuł jakby to na jego sercu ktoś zaciskał dłonie a dławiące uczucie nie pozwoliło mu wyrazić jęku sprzeciwu.

Do końca wojny nie widział się z Austrią. Mimo iż nie byli nigdy w dobrych stosunkach to czuł się zdradzony. Nie rozumiał jak krewniak mógł mu odebrać ukochaną i tak ją zniszczyć poprzez przywiązanie do siebie. Ale koniec końców musieli się spotkać. Mimo iż odwlekał to niemalże w nieskończoność to wraz z bratem musieli w końcu obejrzeć nowy dom Rodricha.

Gospodarz przywitał ich, ckliwym powitaniem narcystycznej nastolatki - czego nie omieszkał mu wypomnieć Gilbert, i po wymianie krzywych spojrzeń oraz filiżance kawy, oprowadził ich po willi. Marmury na ścianach i podłogach. Biblioteczki, sekretarzyki i serwantki okute złotem, stoły i krzesła przyozdobione pięknymi frezami i płaskorzeźbami. Wszytko miało przypominać o potędze Cesarstwa Austriackiego. O wielkich władcach, o artystach na wieki zapisanych na kartach dziejów. Ten przepych, ten ogrom wszystkiego wypełniało stosunkowo małe wnętrza. To, co pięknie wyglądałoby dobrze w pałacu na miarę króla, a tu było ściśnięte obok siebie. To tak dobrze oddawało sytuację Rodricha. Potężny kraj został punktem na mapie ze stolicą niemalże przerastającą jego kontur. I tak było z ego mężczyzny. Jego przeświadczenie o swojej cudowności napełniało Gilberta furią.
Bardzo starał się tłumic to w sobie, niestety nie zdołał. Ostatni pokój miał być największą plamą na honorze bruneta w opinii innych, oraz chlubą w jego mniemaniu.
Do pomieszczenia wiódł wąski korytarz wyłożony grubym, bordowym dywanem, który uginał się pod stopami i skrzypiał cicho. W holu panował półmrok, ciężkie kotary przysłaniały okna. Nie dostawał się tam nawet jeden promyk słońca. Wzdłuż ścian wisiały obrazy ponętnych kobiet. Gdzieniegdzie na ścianach wisiały naftowe kinkiety. Im bliżej było drzwi tajemniczego pokoju, tym kobiety miały bardzie wyuzdane spojrzenia i tym mniej na sobie miały. Olśnienie przyszło za drzwiami. Te wszystkie damy były trofeum. A największy skarb był schowany za drzwiami.
Z każdej ściany spoglądała na nich Węgry, tu z figlarnymi uśmieszkiem, tam z dłonią na klaczy, gdzieś z wiankiem we włosach, a indziej z bukietem w dłoni. Na wprost drzwi wisiała jednak całkiem naga. A w tle grała nieszczęsna pozytywka.
Gilbert chwycił kuzyna za poły surduta, przyciągnął go do siebie i silnym machnięciem głowy wybił mu trzy zęby.
- Łajdak.  
Gilbert splunął na Rodricha i wyszedł.

Prusy wiedział, że jego koniec jest nieunikniony. Freistaat Preußen, już nie istniało. Ostatni z krwi jego umrą w końcu i on z nimi odejdzie. Zostało mu już tylko kilka lat na uporządkowanie wszystkich spraw. Przejechał po zdjęciu w pozytywce. Wiedział, że z nią też będzie musiał się pożegnać. Jego słodka Węgierka.
Po obaleniu Muru Berlińskiego jego stan się poprawił. Udało mu się spotkać przyjaciół. W głębi duszy obawiał się, że nie uda mu się już nigdy śmiać wraz z kompanami. I miał w tym trochę racji. Lata izolacji i żelazna kurtyna uderzyły w nich. Przez dłuższą chwilę nie potrafili się odezwać. W każdym coś się zmieniło, coś odeszło i coś się narodziło. Byli jak pisklęta wypchnięte z gniazda. Bezradnie rozglądali się w koło. Nic nie wskazywało na powrót wielkiej trójki. W końcu Antoni rzucając jakimś głupim żarcikiem przywrócił im dawną swobodę. I tak jak powoli toczy się kula oni zaczynali znów być dawnymi sobą. Rozmowa jak śnieżynka, najpierw toczyła się niewinnie o życiu codziennym, ale każde nowe zdanie każde powodowało, że zagłębiali się, co raz bardziej w swoje wywody, przekrzykując się zamawiali kolejne trunki i radośnie wspominali swoje wybryki. Mówili o chwalebnych chwilach i triumfalnych podbojach, płakali za minionymi czasami i wciąż pili więcej i szybciej by puszczona śnieżka nabrała rozpędu i siły lawiny. Żądni kolejne przygody wsiedli w trabanta i ruszyli w drogę. Jechali przez miasta, rozbijając hydranty i skrzynki pocztowe, toczyli się przez wsie, strasząc bydło i drób pijackimi śpiewami i klaksonem. Ich pieśni były mocne jak stal, głośne niczym wystrzał armaty, pełne życia jak oni sami w tamtym momencie.  Ich radość nie miała końca, nawet, kiedy ukochany trabant połamał się na ścianie, a Francis wyleciał przez przednią szybę do domu wyrosłego na ich dorsze. A może to właśnie miał być najlepszy moment tej nocnej eskapady? Zaśmiewając się w najlepsze i wciąż pijąc wdrapali się po masce auta do środka budynki. W półmroku znaleźli Francje, który już leczył się butelką wina właściciela domostwa. Pomogli mu w terapii i wyruszyli do piwniczki po kolejne trunki. Po drodze przewracali wazony z kwiatami rozlewając wodę na dywany, zrzucali ciężkie kotary i rzucali porcelaną w marmurową posadzkę, rysowali palcami po pięknych witrynach kredensików i wrzucili kostki masła miedzy poduszki kanapy. Kiedy pijacka balanga rozkręcała się na dobre Prusy oddalił się od przyjaciół. Udał się do pokoju skrytego na tyłach. Cicho stąpał po grubym dywanie. Czuł zapach pana domu, który musiał się tędy niejednokrotnie przechadzać. Ten fetor podrażnił mu nos, aż kichnął w mankiet. Albinos pchnął drzwi i wszedł do pokoju triumfalnego kuzyna. Eliza spoglądała na niego z płócien. Nogi się pod nim ugięły go odczuł sile jej oblicza. Spojrzał na akt wiszący przed nim i chwycił w dłoń pozytywkę grającą cicho na konsoli pośrodku pokoju. Przyłożył ją do ust i delikatnie ucałował. Skłonił się nisko damie z portretu i odszedł bez słowa.
Wiedział. Czuł, że ma już ledwie kilka godzin życia. Zszedł na parter do gabinetu brata. Zapukał pierwszy raz w życiu. Ludwiga na chwile zmroziło, jednak opamiętał się i zaprosił brata do środka. Już chciał skomentować jego zachowanie, ale zamilkł. Nie dowierzał swoim oczom.
Powoli na twarzy Prus pojawiały się zmarszczki, skóra traciła na elastyczności i kolorze. Włosy delikatnie przerzedzały mu się na skroniach, a oczy zapadały się w głąb czaszki.
Młodszy z braci zrozumiał, że teraz nie czas na żartobliwe komentarze. Wystał, sztywnym wojskowym krokiem podszedł do swojego kompana w niedoli, kogoś, komu ufał bezgranicznie, idola, przyjaciela. Chwycił go w silny uścisk. Nie potrafił nic powiedzieć. Żadne słowa nie wydawały się właściwe. Odsunął Gilberta na odległość ramion. Skinął mu głową. Tylko tak potrafił mu teraz podziękować za cała miłość, którą od niego dostał. Prusy ostatni raz w życiu poczochrał włosy Niemiec i szturchnął go pięścią w ramie. Odszedł w ostatnią podróż życia.
W Budapeszcie był przed świtem. Trudno było mu wysiąść z auta. Szybko postarzałe kolana nie chciały unieść starczego grzbietu. Mężczyzna powłóczając nogami szedł przed siebie. Każdy kolejny krok był wyzwaniem. Śmierć była coraz bliżej.
Stanął pod balkonem ukochanej. Krzyknął jej imię, ale słaby głos nie sięgnął kamienicy. Do sinych ust uniósł drżące dłonie. Zatrzymał na nich spojrzenie. Słabym wzrokiem wodził po dziwnych guzka i plamach, palce były zgrubiałe i powykręcane. Na całym ciele pojawiały się blizny z każdej rany zadanej mu przez lata. To ciało było tak różne od tego służącego mu przez lata. Opuścił pomarszczone powieki na zapadnięte oczy. Przesunął dłonią po prawie już łysej głowie. Zgiął się w pół czując oddech śmierci na karku.
I sięgnął w głąb siebie, złapał w garście całą miłości, jaką przez wieki tłumił w sobie. Wyprostował się i huknął. Jego głos rozdarł ulice, miasta i kraje. Cisza drżała dookoła ust Gilberta nie pozwalając zniszczyć jego wysiłku najmniejsza nawet sylabą. Nikt nie śmiał się zagłuszyć tej ostatniej nuty. Cały świat milczał oczekując końca upadłego imperium.
Uczucie potężne jak dzwon i słowo słabe jak kwiat dotarło do uszu Elżbiety. Bardziej gnana intuicją niż myślą wybiegła przed dom.
Dostrzegła przyjaciela w tym zgarbionym, zmęczonym życiem starcu. Dopadło go nim on opadł na bruk. Ostatnią iskrę swojego życia Gilbert włożył w wyznanie miłości.
I znów świat rozdarł krzyk. Wszystkie kraje zamilkły i milczały długo oddając umarłemu część.
A pozytywka wypadła z kieszeni, potoczyła się miedzy chryzantemy i grała tam na pożegnanie, niezauważona przez nikogo.
[APH PruHun] Pozytywka
Historia miłości, historia człowieka w personifikacji i melodia pozytywki w tle.
Loading...
Wiecie dobrze, że moja deviantartowa aktywność ostatnio spadła (mówię o ostatnim półroczu), za dwa miesiące kończę szkołę (jupi) i czekają mnie matury ( buuu T^T).

Mam w zamyślę parę projektów i bójcie się oraz wyczekujcie dnia ich publikacji niestety wezmę się za nie dopiero po 27 maja
Mam nadzieję, że nie zostanę zlinczowana za tak długie nic-nierobienie ^^; 

Proszę wszystkich o trzymanie za mnie kciuków już teraz (wystawianie ocen) no i oczywiście w maju. 

Pozdrawiam~


*chowa się pod łóżkiem z obawy przed wściekłym tłumem i przerażona swoją niewiedzą odnośnie zdawanych przedmiotów*

deviantID

WildRoe's Profile Picture
WildRoe
(te)Renia
Artist | Student | Literature
Poland
gadu: 4062145

Comments


Add a Comment:
 
:iconnortstar:
Nortstar Featured By Owner Sep 9, 2014
Dziękuję za :+devwatch: :hug:

P.s. I my się już znamy prawda? ;)
Reply
:iconmadam-lulu:
Madam-Lulu Featured By Owner Apr 5, 2014  Hobbyist General Artist
I deeply thank you for watching my "work" !! It's a great support for me :iconblushthanksplz:
Reply
:iconbonds-webcomic:
Bonds-webComic Featured By Owner Mar 1, 2014  Professional Digital Artist
Cain and Abel : Thanks for the Llama!
Abel : If you have the time you can drop an eye over our comic if you haven't already *smiles wide*
Reply
:iconmy-sweet-suicide:
my-sweet-suicide Featured By Owner Jan 19, 2014

Dziękuje za łocza :) 

PS. Będę trzymać kciuki w maju, jeszcze pamiętam co to za zło ;) Postarzałam się jakies 10 lat w tym czasie :)

Reply
:iconmonikaspychalska:
MonikaSpychalska Featured By Owner Jan 1, 2014  Hobbyist Traditional Artist
W końcu jakaś utalentowana polka. Widzę, że masz interesujące wpisy. Jestem redaktorem gazetki  oto ona - redakcja.mam.media.pl/paper/pr…  Może kiedyś jakiś wpis mnie zainteresuje do rozpoczęcia tematu w niej, więc z miłą chęcią dodaję, będę bacznie czytać :) 
Reply
:iconanimefan046:
animefan046 Featured By Owner Nov 27, 2013
Happy Birthday!
Reply
:iconwildroe:
WildRoe Featured By Owner Dec 2, 2013  Student Writer
Thank You very much :hug:
Reply
:iconanimefan046:
animefan046 Featured By Owner Dec 6, 2013
No worries ^^
Reply
:icongrreentea:
GrreenTea Featured By Owner Nov 27, 2013  Hobbyist General Artist
Wszystkiego naj! <3
Reply
:iconwildroe:
WildRoe Featured By Owner Dec 2, 2013  Student Writer
Serdecznie dziękuję za życzenia~ :hug:
Reply
Add a Comment: